Szczupła garstka ludzi bez których nie byłoby możliwe działanie najpierw Klubu BKCK a później Wydawnictwa płytowego POLJAZZ.

Autor zdjęcia : Piotr Kłosek

Od lewej są: Jola … księgowa, Marek Cabanowski, Iwonna Thierry, Bożenna Bagińska – Krzemińska, Piotr Wencel, Wojciech Kwapisz, Asia …, Robert Bardyszewski.

ALBINA NOWAKOWSKA – dołączyła do ekipy POLJAZZ-u w 1977 roku. W dokumentacji BKCK był niestety niezły bałagan. Pani Albina podjęła się przeprowadzić analizę stanu zastanego i wyprowadzić dokumentację „na prostą „. W tym celu zajęła się czytaniem dziesiątków listów od członków BKCK . Przyjrzała się uważnie temu co zastała w Wydawnictwie, a było źle, a nawet jeszcze gorzej. Wysyłka płyt leżała, księgowość leżała i jakoś to wszystko trzeba było ogarnąć prowadząc bieżącą działalność. No cóż, PSJ to raczej organizacja raczej artystyczna niż gospodarcza. Ale kto wtedy poważnie myślał o zyskach z działalności gospodarczej. Tym bardziej, że liczono na dofinansowania ze strony Ministerstwa Kultury i Sztuki. Dzisiaj poszukujemy różnych sponsorów, filantropów, darczyńców. Wtedy wszystko się „załatwiało” i jak się znało kilku ważnych sekretarzy i działaczy, to żyć nie umierać.

Po miesiącu czy dwóch efektem pracy pani Albiny był szczegółowy raport i propozycje odpowiednich zmian organizacyjnych, które stopniowo wprowadzano w życie.

Najpierw trzeba było poukładać tysiące kartotek członkowskich w jakimś rozsądnym porządku. Pamiętam jak wieczorami rozkładałem z kolegą setki wypełnionych, kartonowych druków. Najpierw według regionów, województw a potem alfabetycznie. Do dziś zapamiętałem dwie długo poszukiwane miejscowości: Trzciel i Trzcianka. Pieniądze wpłacali członkowie przez pocztę. Innej możliwości nie było. Nikt jeszcze nie słyszał o przelewach bankowych. Kasa wpływała do PSJ i tam, na Rutkowskiego gromadziły się odcinki wpłat. Pamiętam jak koleżanka przyniosła pierwszy worek z tymi odcinkami. Pomału zaczęła to księgować i jakoś poszło. Po zaksięgowaniu wpłat na kartotekach członkowskich druga koleżanka wypisywała symbole zamówionych płyt na formularze odpowiednie dla przesyłek pocztowych. Następnie kolega magazynier, a był nim ZBIGNIEW JAROŃ, sporządzał odpowiednie „krzyżówki” i zaczynaliśmy pakowanie płyt. Muszę powiedzieć, Że klucz do rozwiązania trudnej sytuacji znalazła właśnie nasza księgowa czyli pani Albina. Wymyślony prze nią cały system funkcjonował przez wiele lat. Jeśli uważacie, że księgowość i księgowi to nudy, to powiem Wam, uważajcie, potrafią być zabójczo skuteczni.

No i płyty zaczęły się ukazywać dość regularnie. Panowie Zarębski i Cabanowski Działali bardzo energicznie i bardzo efektywnie. W końcu obaj mieli wieloletnie doświadczenie w działalności kulturalnej ze specjalizacją jazzową. Andrzej i Albina to weterani Stodoły a Marek zakładał pierwsze kluby jazzowe pod Warszawą. Cała trójka od wielu lat działała bardzo aktywnie w PSJ.

Tłoczenie powierzono wyłącznie Pronitowi, współpraca z tłocznia Muzy na Płockiej jakoś wciąż miała pod górkę. Choć wykonywanie acetatów musiało tam zostać. Po prostu nikt inny tego nie robił. Realizatorzy nagrań jednak ustalali warunki nacinania acetatów osobiście.

Zostały wyczyszczone i zlikwidowane magazyny na Bemowie, w Klarysewie, na Złotej i na Rutkowskiego. Uff, dużo tego było, nadźwigałem się okropnie. A ile się nałykałem kurzu, to tylko ja wiem. Patrząc z perspektywy wielu lat, muszę przyznać, że nadrabianie zaległości trwało stosunkowo dość krótko. Nie było idealnie ale jakoś to szło, choć wciąż działaliśmy pod presją. Ludzkie żale ustały a wszelkie reklamacje i prośby były załatwiane raczej szybko i sprawnie. Zapewne znajdą się pewne wyjątki ale to jest zawsze nieuniknione. Każdego tygodnia wywoziliśmy na pocztę setki paczek. Używaliśmy do tego dość sprytnych pudełek z tektury zwanej mikrofalą. Jak się takie pudełko złożyło do „kupy”  i zakleiło papierową taśmą, to nijak nie dało się złamać płyty. Uwierzcie mi, że robiliśmy próby i chcieliśmy połamać je.

Opracował :JACEK KAROLAK 

JACEK MAREK KAROLAK